Strona GłównaBiografiaFotografiaBlogKontakt

Józef Małobęcki, ur. 4 VIII 1952 w Staszowie. Od IX 1980 w „Solidarności”, współzałożyciel „Solidarności” w zakładzie pracy. W grudniu 1981 zatrzymany przez blokadę milicyjną w drodze z obrad KK (m.in. z Antonim Kopaczewskim), przewieziony na komendę MO w Ostródzie, nast. internowany w Ośr. Odosobnienia w Iławie, 20 I 1982 przewieziony do Prokuratury Wojewódzkiej w Sandomierzu (dopiero wtedy mógł się spotkać z żoną), po 4 dn. przewieziony do Ośr. Odosobnienia w Załężu k. Rzeszowa, 29 IV 1982 zwolniony.

Od IX 1982 przebywał na emigracji w USA. Wrócił do rodzinnego Staszowa w 2010 r.
 

Źródło: Encyklopedia Solidarności
 Autor:
Ewa Kuberna

 

 

 

30 lat temu wyemigrował Pan do USA, dziś wraca Pan do ojczyzny, do rodzinnego Staszowa. Skąd taka decyzja?

Decyzja została podjęta już momencie gdy zdecydowałem się na emigrację do USA. Jak wiadomo mój wyjazd nie był wyjazdem dobrowolnym, nastąpił pod pewnymi warunkami – pod presją. Było to w momencie internowania, był to jeden z warunków wyjścia na wolność. Postawiono mi  trzy warunki:

- Pójdę na współpracę ze Służba Bezpieczeństwa.

- Będę internowany na czas nieokreślony, tak jak to było na Węgrzech 1956 roku

- Wyemigruję  do dowolnie wybranego kraju.

W związku z tym że cała sytuacja nie układała się po myśli „Solidarności” a niewiele osób interesowało się losami mojej rodziny i mną samym oraz tym co się wydarzyło w Staszowie, zdecydowałem się na emigrację. Wiedziałem że jest to wyjazd tymczasowy, mając nadzieje że ten system kiedyś pęknie a ja tutaj wrócę. Mój powrót do Polski, nastąpił w momencie gdy sytuacja moja i mojej rodziny została unormowana. Niektórzy mogą powiedzieć że można było wrócić wcześniej.  Ile razy mogę „przesadzać” jak drzewko moją rodzinę z jednego miejsca na drugie. Gdyby zależało to ode mnie i odpowiadałbym tylko za siebie, dyskusja byłaby inna. Gdy ma się rodzinę odpowiada się również za nią. Jak wiadomo rodzina wyjechała nie z własnej woli tylko w związku z moja decyzja. To wcale nie znaczy że nie chcieliśmy wrócić do Staszowa. Ten powrót zależał tylko i wyłącznie ode mnie a ja musiałem brać odpowiedzialności za moich bliskich.

 

Czym zajmował się Pan będąc w USA?

Pracowałem w korporacji Du Pont zatrudniającej ponad 100 tysięcy ludzi na całym świecie. Wcześniej krótko pracowałem w zakładzie elektronicznym. W Du Pont pracowałem w kontroli jakości jako specjalista techniczny. Był to zakład produkujący preparaty medyczne na izotopach radioaktywnych. Do mnie przynoszono próbki wyprodukowanych wyrobów, a ja musiałem sprawdzić czy jest to czyste radioaktywnie, czy nie jest zanieczyszczone innymi pierwiastkami. Była to dość ciekawa praca na różnych instrumentach precyzyjnych i skomputeryzowanych. Moja żona również tam pracowała. Żona pracowała w innym dziale jednak również zajmowała się materiałem radioaktywnym, a dokładniej pracowała z jodem. Przygotowywała preparaty do badań na uniwersytetach czy w różnych instytutach medycznych.

 

Powrót do Staszowa traktuje Pan jako wymarzoną emeryturę czy ma Pan jakieś plany?

Jestem na emeryturze z własnego wyboru, poszedłem na emeryturę z własnych chęci. Nie ma konieczności żebym szedł do pracy, nie musze zabiegać o jakieś inne względy – w tej chwili mogę spokojnie żyć na emeryturze. Nie wiem jak to dalej będzie wyglądało. Nie było mnie tutaj 30 lat, dopiero obserwuję i wchodzę w to środowisko. Wyrosło zupełnie nowe młode pokolenie, Staszów się rozwinął i przybyło mieszkańców. Inni ludzie rządzą miastem, kiedyś nie było powiatu, nie było demokracji i wyborów. Teraz były wybory, są radni wybrani demokratycznie. Musze poznać to środowisko i zobaczę czy włączę się w jakąś działalność społeczną, polityczną czy inną. W tej chwili trudno mi na to jednoznacznie odpowiedzieć. Wiele rzeczy się zmieniło i ja również, wiele rzeczy jest bulwersujących. Muszę się przyzwyczaić do służby zdrowia, która skandalicznie funkcjonuje, do stanu dróg i mentalności ludzi. Muszę przyznać że mentalność akurat niewiele odbiegła od tamtych czasów. Warto dodać że podczas ostatnich wyborów w mojej dzielnicy, zostałem członkiem zarządu dzielnicy. Była propozycja bym został przewodniczącym, jednak wiązało się to z przyjmowaniem wynagrodzenia za pełnioną funkcję. Chcę działać społecznie, w związku z tym że wchodziły w rachubę pieniądze, ja nie wyraziłem takiej zgody. Członek zarządu dzielnicy nie przyjmuje żadnego wynagrodzenia i nie kolidowało to z moją chęcią pracy społecznej. Zobaczymy czy w tym środowisku da się coś zrobić, czy to środowisko chcę zmian. Należę do ludzi, którzy nie boją się zmiany. Jeżeli widzę że potrzebne są pewne zmiany to mocno idę w ich kierunku, m.in. dlatego działałem w „Solidarności” Nie wiem czy tutaj społeczeństwo chciałoby faktycznych zmian. Mowa o zmianach a chęć ich wprowadzenia to dwie różne sprawy. Zmiany są potrzebne. Zdumiewające jest że po 21 latach odzyskania niepodległości, bo tak trzeba traktować rok 1989, w Staszowie nie zmieniono nazw komunistycznych ulic. Dla mnie jest to bulwersujące, że przez tyle lat nie udało się tego zrobić. Jest to miernikiem mentalności społecznej.

 

Zmiana nazw komunistycznych ulic. To sprawa którą Pan się zajmuję od dawna. Pańskim zdaniem takie ulice jak m.in. Karola Świerczewskiego, Marcelego Nowotki czy PKWN powinny zmienić swoje nazwy. Uważa Pan że taka zmiana jest potrzebna? Wielu mieszkańców Staszowa ma mieszane uczucia w tej kwestii.

Znam te mieszane uczucia i bardzo mocno mnie one dziwią. Uważam że to wstyd być przeciwnikiem tych zmian. My wszyscy jesteśmy Polakami. Wielu z nas było za zmianą poprzedniego ustroju, odrzuciliśmy tamten system a ulice zostały. Odzyskaliśmy suwerenność, wolność i niepodległość, jeżeli się z tym nie uosabiamy to musimy sobie odpowiedzieć jakim my jesteśmy społeczeństwem, jakim ja jestem obywatelem? Dla mnie nie ma alternatywy, to po prostu musi być zrobione. Karol Świerczewski w 1920 roku, obok Marcelego Nowotki wraz z armia sowiecką napadli na własny kraj, napadli na nasz kraj. Zawadzki z kolei był bliskim współpracownikiem Bieruta i odpowiedzialnym za represje  AK. Sawicka chciała likwidacji państwa polskiego i po wojnie przyłączenia Polski do Związku Sowieckiego jako kolejnej republiki. J. Krasicki agitował przeciwko Polsce we Lwowie. PRL w  1989  roku to odrzucony  system przez naród. Dziś ci ludzie, system są patronami staszowskich ulic, dla mnie ta sytuacja jest nie do zaakceptowania.

 

Myśli Pan że przekona to mieszkańców tych ulic? Niektóre z tych ulicą są dość spore, co za tym idzie mieszka tam wielu mieszkańców. Przekona ich to?

Wszyscy jesteśmy Polakami, mamy polski honor i polska godność  to dla mnie jest oczywistym uważać tą zmianę za naturalną. W Polsce nie może być pamiątek po systemie, który naród odrzucił i po ludziach, którzy działali na szkodę naszego państwa.

W 1995 roku zmieniono nazwę ulicy sierżanta Karasia na Jana Pawła II. Nie zapominajmy że ulica jest jedną z większych w Staszowie i mieszka tam dużo ludzi. Te ulice zmieniono, nie pytano o zgodę mieszkańców i nie pytano o koszty. Ulica 11 Listopada była kiedyś ulicą Armii Czerwonej i tej zmiany również dokonano. Chodzi tutaj wyłącznie o dobrą wole i honor tego miasta. Wszystkie inne argumenty służą temu by tych nazw nie zmieniać. Widocznie są ludzie, którzy tęsknią za starym systemem.

 

Dlaczego przez tyle lat nie udało się zmienić tych nazw?

To pytanie należy skierować do wszystkich tych, którzy sprawowali władzę przez ostatnie 21 lat. W radzie miejskiej byli ludzie z „Solidarności”, byli ludzie o prawicowych poglądach. Ja bym ich zapytał czemu dopuścili by w Staszowie nadal istniał w nazwach system, który naród odrzucił. Ja swoją akcję odnośnie tych zmian rozpocząłem w Stanach Zjednoczonych w 2003 roku. Co robiły władze miasta do 2003 roku? Co robiły władze miasta po 2003 roku skoro te nazwy dalej funkcjonują? Czemu ja, zza oceanu musiałem prowadzić akcję na rzecz zmiany nazw ulic, a ludzie z prawicy i „Solidarności”  będący w Radzie MiG nie zrobili tego na miejscu? Dla mnie jest to zaskakujące i nie do zaakceptowania. Nie można celebrować świąt narodowych 3 Maja i 11 Listopada na Rynku staszowskim w  otoczeniu tych niegodnych nazw ulic. Jest to sprzeczne z ideą tych świat i tego co te święta reprezentują w historii naszego państwa.

 

Myśli Pan że uda się zmienić te nazwy ulic?

Okazuję się że w Staszowie są ludzie, którzy mają podobne poglądy i popierają tą idee. Nie zapomnijmy o tym że istnienie tych ulic jest w zasadzie niezgodne z polskim prawem. Konsytuacja wyraźnie mówi że nie mogą istnieć symbole gloryfikujące faszyzm i komunizm. Tutaj nie ma alternatywy, te ulice już dawno powinny zmienić swoje nazwy. Śp. Prezes Instytutu Pamięci Narodowej Janusz Kurtyka, wystosował pismo do rady miasta z ponagleniem o zmianę tych nazw. Wyraźnie jest tam napisane, że istnienie tych nazw jest niezgodne z polskim prawem. Uważam że nie można szukać od tego wymówek. Obecny burmistrz, będąc  jeszcze starostą zwrócił się do rady miejskiej z prośba o zmianę nazwy ulicy K. Świerczewskiego na R. Kaczorowskiego. Uważam, ze dobra wola i współpraca burmistrza z radą miejską pozwoli na wypracowanie takich mechanizmów, które z nikłymi, krótkotrwałymi niedogodnościami spowodują jednak zmianę tych nazw dla dobra miasta. Mocno wierzę, że te mechanizmy zostaną przez nich wypracowane. Te ulice niszczą i hańbią wizerunek miasta. Zdarzają się sytuacje gdzie ludzie z zewnątrz reagują szyderczym śmiechem gdy dowiadują się o istnieniu takich nazw co jest uszczerbkiem dla godności  miasta i dla nas jego obywateli. Staszów nie może rezygnować ze zmian aby dostosować się do zmienionej sytuacji państwa i być gdzieś na obrzeżu i peryferiach  tych koniecznych zmian jakie przechodzi nasz kraj. I władze miasta winny sprostać temu wezwaniu.

 

W zasadzie decyzja o zmianie nazw tych ulic należy do władz. Uważa Pan że uda się przekonać burmistrza i radę miejską do tych zmian?

Tak jak wcześniej wspomniałem ówczesny starosta, a dzisiaj burmistrz pan R. Garczewski po wydarzeniach 10 kwietnia tamtego roku w Smoleńsku wystąpił o zmianę nazwy ulicy Świerczewskiego na R. Kaczorowskiego i nie sadzę, żeby tutaj nastąpiła jakaś zmiana tego zamiaru, a raczej sądzę, że jest jego podtrzymaniem co przyjmuję z zadowoleniem. W 2005 roku zostałem zaproszony na posiedzenia rady miejskiej, gdzie zostałem uchwałą rady uznany za zasłużonego dla miasta Staszowa. W obecności wszystkich radnych poruszyłem wtedy ten temat. W roku ubiegłym wystąpiłem na posiedzeniu jednej z komisji działających przy radzie miejskiej. Dziś mam nieco inne możliwości, wtedy byłem w Staszowie tymczasowo. Dziś wróciłem tutaj na stałe. Spróbuję przekonać radnych do tych zmian. To władze reprezentują mieszkańców, to władze stoją na straży godności i wizerunku tego miasta. Wydaję mi się że nie powinno to być jakieś specjalne przekonywanie, chyba że władze nie do końca znają biografię  patronów tych ulic i dlatego nie widzą problemu.  Może trzeba im tę biografie, te historię bardziej przybliżyć i sami stwierdzą, ze zmiany tych niegodnych miasta ulic jest koniecznością i będzie to służyć miastu. Radni muszą podejść do tego na tyle poważnie by te zmiany nastąpiły. Liczę że uda się wypracować w tej kwestii zgodę wszystkich. To nie jest sprawa partyjna, to sprawa ponadpartyjna. Nie dzielę ludzi na prawych, lewych, białych, czarnych czy czerwonych. Chodzi o to by Staszowianie stanęli naprzeciw problemu i go rozwiązali – nie ma innej alternatywy.

 

Jeden z radnych podnosi argument ekonomiczny. Pyta kto za to wszystko zapłaci – mieszkańcy?

To jest argument zawsze i wciąż stawiany jako argument przeciw. Za każdym razem gdy mówimy o zmianie tych nazw, kontrargumentem są pieniądze. Uważam to za wymijający argument, by tylko nie wprowadzić tych zmian. Koszta są rzeczywiste i symboliczne. Na pewno  radni znają przepisy to wiedzą że wymiana dowodów osobistych na skutek decyzji administracyjnej jest bezpłatna. Tym bardziej, że w tym roku wszystkie dowody osobiste maja być wymieniane automatycznie ze względów ustawowych i okazja aby zmienić przy tej konieczności nazwy ulic jest wręcz idealna. Wymiany paszportów nikt nie musi dokonywać bo w paszportach nie ma adresu zamieszkania. Wymiana prawa jazdy kosztuje 60 zł. Nie jest to koszt na tyle horrendalny, którego nie możemy ponieść, a z drugiej strony nie każdy mieszkaniec tych ulic posiada prawo jazdy. Dowód rejestracyjny też kiedyś będziemy musieli zmienić, samochodami jeździmy jakimi jeździmy. Nikt przecież nie powiedział ze musimy wymieniać dokumenty od razu po uchwale rady miasta. Proponuje za przykład wziąć Kielce, gdzie prezydent Lubawski tą zmianę rozciągnął  w okresie 3 lat. Nie ma cudów by ktoś w ciągu tych 3 lat nie zmieniał, któregoś z wcześniej wymienionych dokumentów. Nie musi też natychmiast sięgać do portfela i wymieniać dokumenty, może to rozłożyć w czasie. Wymiana wszystkich innych dokumentów również może nastąpić w przeciągu np. 3 lat. Nie wierzę że w ciągu 3 lat ktoś nie będzie w ZUSie, na Poczcie, banku czy w PZU i przy okazji poprosi o zmianę adresu zamieszkania. Po powrocie do Polski musiałem iść do wszystkich urzędów. W przeciągu 2 tygodni załatwiłem wszystko. Wszystkie formalności w ZUS, PZU, Poczcie, banku, itd. są bezpłatne. Mówiąc o kosztach nie zapominajmy o kosztach symbolicznych. Jak wycenimy krew przelaną za wolną i niepodległą Polskę? Jaki koszt zapłacili ci ludzi? Wiele z tych osób oddało życie za naszą niepodległość i wolność. Są  to koszty nieporównywalne.

 

Jest Pan zainteresowany lokalną działalnością polityczną? Nieoficjalnie mówiło się o Panu jako potencjalnej kandydaturze na burmistrza Staszowa w 2014 roku.

Słyszałem te plotki. Wiele osób ostatnią jesienią pytało mnie o to, a cześć wręcz namawiała. Jedno ze stowarzyszeń rozważało taką propozycję jednak myśleli że zaproponował mi to już ktoś inny, dlatego zrezygnowali. Słyszałem to od jednego z członków tego stowarzyszenia. Nie wiem ile jest w tym prawdy. Na razie poznaje środowisko, być może nie zaangażuję się w nic specjalnego. Staszowskie środowisko jest bardzo bierne, zachowawcze i mało aktywne. Mocno roszczeniowe bez wielkiego zapału do działań. Trudno mi działać samemu, tu musi być ktoś kto miałby podobne ideały, chęci i temperament do działania. Jestem otwarty na wszystkie propozycje wpisujące się w te ideały. Na ten czas jestem członkiem zarządu dzielnicy „Stare Miasto” i tutaj zobaczę co można zrobić, jakie są potrzeby, jak można działać i jakim tak naprawdę jest to środowisko.

 

Nie jest pan zainteresowany lokalnym życiem politycznym?

Tak jak powiedziałem na dzień dzisiejszy jestem członkiem zarządu dzielnicy „Stare Miasto” i to mi wystarczy. Daje mi to możliwość poznania mieszkańców, ich potrzeb i problemów. Swoje już zrobiłem w Staszowie, przykład dałem 30 lat temu że można. Teraz działam na froncie zmiany nazw w/w ulic. Zobaczymy co będzie się działo przez te 4 lata. Emerytura to też przecież piękny wybór. To tyle jeżeli chodzi o samorząd. Politycznie jestem gorącym i co najważniejsze werbalnie bardzo czynnym zwolennikiem Prawa i Sprawiedliwości, choć formalnie jeszcze do niego nie należę. Prawo i Sprawiedliwość reprezentuje moje solidarnościowe korzenie. Nie wiem jak i czy w ogóle przełożę to na grunt lokalny. O wszystkim zadecyduje atmosfera lokalnego środowiska i czas.

 

Wywiad przeprowadził: Hubert Gawłowicz

Strona Główna | Biografia | Fotografia | Blog | Kontakt

stat4u